Popular Posts

 

+

 

Ostatni Podpieracz Ścian


Kilka tygodni temu pisałem, że moja nadzieja skończyła pod kołami pędzącego pociągu. Jakimś cudem przeżyła i teraz jest w stanie śpiączki, z niezbyt optymistycznymi rokowaniami (20/80) na przeżycie... Naprawdę nie chcę jej jeszcze odłączać od respiratora, ale kiedyś trzeba będzie to zrobić.

Nie wiem, jest pewnie ogromna szansa na to, że znowu wszystko źle interpretuję, ale zdarzają się takie poranki, w czasie których wydaje mi się, że jestem w stanie zrobić wszystko. Naprawdę, dał bym wszystko, żeby zdarzały się wyłącznie takie, ale trafiają się jednak też takie poranki, że najchętniej w ogóle nie podnosiłbym się z łóżka... Wcielanie się w “wyzwanie” też chyba nie wychodzi mi za dobrze… Nigdy się tak jeszcze nie czułem, ale widocznie tak to już jest. Za jakiś czas pewnie będę wiedzieć coś więcej na ten temat. Być może w końcu przestanę też być tym nadętym, zestresowanym dupkiem… No bo w końcu, kto normalny chodzi do knajpy czytać pieprzony magazyn? :) Albo po prostu przerzucę się na kawiarnię. Jest takie jedno miejsce z fajnym, zacisznym ogródkiem. Chyba wkrótce zaprzyjaźnię się z nim na dłużej.

Zawsze chciałem też być tym fajnym, lubianym przez wszystkich, wyluzowanym facetem. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę z tego, że tak naprawdę (tak jak na wielu innych rzeczach) przestało mi na tym zależeć. Mimo wszystko, mój wewnętrzny ekstrawertyk zaczyna w końcu wygrywać wojnę z zewnętrznym introwertykiem, ale do ostatecznego zwycięstwa oraz kapitulacji tego drugiego, pozostało jeszcze trochę czasu, a także mniejszych lub większych bitew do stoczenia. Czasem wydaje mi się też, że chciałbym, aby ta wojna nie zakończyła się klęską tej drugiej strony, tylko jakimś rozejmem(?), ze wskazaniem tej jednej przeważającej strony. Nie wiem jeszcze, czy to w ogóle możliwe, ale zobaczymy... Może się uda. W każdym razie wiem już, że z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc będzie w tej kwestii już tylko lepiej. W zasadzie żałuję jedynie tego, że nie wydarzyło się to wszystko “trochę” wcześniej (tak +- kilka lat wcześniej:)

Bardzo się cieszę, że mogę w końcu biegać. Kręgosłup do końca jeszcze się nie wyleczył, ale przynajmniej na tyle, że mogę biegać 2-3 razy w tygodniu. Nawet jeśli chwilowo przechodzę teraz przez lekki breakdown, to zawsze po przebiegnięciu tych kilku albo kilkunastu kilometrów, czuję się fantastycznie. Stan ten trwa stosunkowo krótko, ale naprawdę warto się trochę pomęczyć, żeby go poczuć. We wrześniu mamy u nas w mieście półmaraton, który bardzo chciałbym ukończyć (najlepiej w czasie poniżej 2h 30min :) Dlatego od następnego biegu zaczynam do niego stosunkowo krótki trening przygotowawczy. Być może to trochę za późno, ale jest szansa, że się uda.
A bieganie nocą to już w ogóle jest zupełnie inna bajka. Taka kurewsko fajna :)

To będzie ostatni taki wpis. Uznałem w końcu, że przez pewien (dłuższy) czas nie będę męczyć Was moimi kolejnymi problemami natury egzystencjalno-uczuciowo-emocjonalnej. W końcu, co za dużo, to niezdrowo. Po dłuższym okresie na zwolnieniu, w przyszłym tygodniu wracam w końcu do normalnej pracy. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu pozwoli mi to zapomnieć o większości rzeczy, o których wcześniej pisałem. A jeśli nie zapomnieć, to chociaż nie myśleć o nich przez cały cholerny czas.
Najwyższa też pora na to, aby przejść w końcu od słów do czynów. Nie chcę żeby wszystko to, o czym piszę skończyło się tylko na moim gadaniu. Naprawdę nie ma dobrego momentu, aby coś zacząć. Nie ma sensu wmawiać sobie, że “zacznę od jutra”. Jeśli chcesz coś osiągnąć, zacznij teraz. Nigdy nie będzie na to lepszego momentu niż dziś. Z tego samego powodu co wcześniej, kończę z tymi motywacyjnymi gadkami. Moim słowem przewodnim na najbliższe miesiące oficjalnie zostaje… Tamtararam… (to miały być werble:)

SAMODYSCYPLINA

Jak zwykle długo zastanawiałem się nad tym, jaką piosenką zakończyć ten wpis. Było wiele kandydatek i kandydatów, od tych bardziej oczywistych (The Cure), do bardziej zaskakujących (Kanye West). Przez krótką chwilę myślałem nad Tears for Fears. Jednak po obejrzeniu absolutnie genialnego filmu pt. "The Perks of being a Wallflower" (dzięki Ania&Marek:), wybieram coś takiego.

0 komentarze:

Prześlij komentarz