Chyba powoli wychodzę na prostą. Mam już szczerze dość tego przesiadywania (leżakowania?) w domu i nic-nie-robienia. Chyba trochę uzależniłem się od aktywności fizycznej, bo naprawdę zaczyna mi tego brakować. Ostatnie wybieganie zaliczyłem półtora tygodnia temu i teraz żal mi tego nieprzepracowanego czasu. Na pewno jednak wrócę jeszcze bardziej zmotywowany i co ważniejsze - mądrzejszy. Bieganie jest fajne, ale trzeba to robić z głową. Dobrze, ale tym razem nie o bieganiu. Nie przeczytacie także kolejnego odcinka z cyklu “Moje dramatyczne osobiste wynurzenia” (choć może nie tak do końca). Tym razem będzie o muzyce.
Zastanawialiście się kiedyś jaką rolę w Waszym życiu odgrywa muzyka? Przez kilka ostatnich dni praktycznie nie rozstawałem się z przenośnym odtwarzaczem i słuchawkami, a wpis ten powstaje, gdy słucham 6. Polskiego Topu Wszech Czasów w 3ce (aktualnie w uszach gra mi Coma na 31. miejscu:). Kiedyś rzucił mi się też w oczy fajny obrazek, na którym padło pytanie “Czy lubisz słuchać muzyki?”, natomiast odpowiedzią było: “A czy lubisz oddychać?”. Nie będę przesadzał i pisał, że muzyka jest dla mnie takim “drugim oddychaniem”, ale naprawdę trudno mi sobie wyobrazić życie bez muzyki. Jest ona dla mnie odskocznią od (czasami szarej) codzienności, czymś w czym mogę się zanurzyć i na chwilę zapomnieć kompletnie o wszystkim. Nie gram na żadnym instrumencie, nie mam też zdolności wokalnych, ale słuchając muzyki w pewien sposób wyrażam swoje emocje. Cieszę się również z tego, że przyszło mi żyć w bardzo ciekawych muzycznie czasach. Nie jesteśmy ograniczani tylko przez jeden czy dwa jej gatunki, a obecna technologia umożliwia nam praktycznie nieograniczony dostęp do muzyki (Spotify!). Co do samych gatunków muzycznych - staram się nie ograniczać swoich horyzontów (z wyjątkiem najpopularniejszego gatunku w Polsce, którego nawet na weselach, po kilku głębszych, ciężko mi zdzierżyć:). W zasadzie słucham wszystkiego, jednak najczęściej jest to szeroko pojęta muzyka alternatywna. Naprawdę nie gardzę jednak ani hip-hopem (The Streets), ani muzyką elektroniczną (Orbital!), która świetnie sprawdza się w trakcie treningów (“One perfect sunrise” z Lisą Gerrard rządzi), ani muzyką pop czy dance. Jeżeli jednak ktoś spytałby mnie o tego jednego jedynego wykonawcę lub zespół, to bez wahania wybrałbym The Cure. Nigdy w sumie nie zastanawiałem się nad tym, dlaczego akurat “Kjury”? Być może jest to spowodowane przez to, że był to pierwszy zespół, którego tak naprawdę zacząłem świadomie słuchać kilkanaście lat temu w czasach liceum? Być może to niezapomniane teksty i wokal Roberta Smitha wraz z fantastycznymi gitarowymi solówami Simona Gallupa oraz związane z nimi wspomnienia i emocje? A może to przez dzwoneczki z “Plainsong”, skrzypki z “Treasure”, perkusję z “Closedown” lub harmonię z “Untitled”? Powodów jest wiele i chyba każdy z nich ma wpływ na to, że to właśnie The Cure jest zespołem mojego życia. Dobra, może ich ostatnie płyty nie są tak dobre jak te sprzed lat, ale absolutnie w niczym mi to nie przeszkadza.Jakie jest moje pierwsze wspomnienie związane z muzyką? Do dziś doskonale pamiętam dzień, w którym zmarł Freddie Mercury. Miałem wtedy 9 lat, siedziałem z tatą w kuchni i szykowałem się do wyjścia do szkoły. Najpierw w radiu padła ta smutna informacja, a potem zagrano "Radio Ga Ga". Dopiero kilka lat później dowiedziałem się dlaczego teledysk do piosenki "These are the days of our lives" jest czarno-biały... Te dwa utwory to właśnie moje ulubione piosenki Queen.
Dobra, pora kończyć, bo już przynudzam. Na koniec chciałem podziękować mojemu tacie za ukształtowanie w największym stopniu mojego gustu muzycznego oraz Igorowi BigPine za przedstawienie mi The Cure i za książkę z najfajniejszą dedykacją na świecie :)
Stay tuned.
Moja playlista ostatnich dni:
1. The Cure - "Pictures of you"
2. The 1975 - "Me"
3. The 1975 - "Intro/Set 3"
4. Gabrielle - "No big deal"
5. Satin Jackets - "You make me feel good"
6. Coldplay - "Fix you"
7. Coldplay - "The Scientist"
8. New Radicals - "You get what you give"
9. Piotr Rogucki - "Zosia"
10. Empire of the sun - "Alive"
Epilog
"Fix you". Piosenka-Gigant. Jakkolwiek źle bym się nie czuł, to ten utwór daje mi taką siłę, że zawsze po wysłuchaniu tych niecałych pięciu minut, mam nadzieję, że wszystko w jakiś sposób się ułoży. A gdy zaczyna się solówka Bucklanda na gitarze, to za każdym razem mam ciarki na plecach. Every. Single. Time.
Nie wiem, czy macie podobnie, ale w moim życiu jest kilka rzeczy, których bardzo się boję. Warto czasem zatrzymać się, zastanowić nad tym, dlaczego tak jest i spróbować wziąć się z nimi za bary. Jeszcze się o tym nie przekonałem na własnej skórze, ale największe nagrody spotykają nas chyba za pokonywanie takich słabości. Być może po raz kolejny dostanę po dupie. Być może jeszcze nie teraz... Ale kto wie? Może następnym razem się uda i zdobędę wszystko to, na czym mi zależy albo coś o czym nigdy nawet nie odważyłem się marzyć?
A zatem,
(...)
Lights will guide you home
And ignite your bones
And I will try to fix you


0 komentarze:
Prześlij komentarz