30 kwietnia, godz. 23:28. Zapowiada się kolejna bezsenna noc. Ból pleców nie zmniejsza się ani o gram, leki wydają się nie działać, dziś w pewnym stopniu miał je zastąpić alkohol, ale piwo i słaby drink to chyba nawet nie jest namiastka zastrzyku przeciwbólowego, które i tak chyba nie za bardzo odnoszą skutek, so what's the point? Dzisiejszy wpis będzie zatem zupełnie bez ładu i składu.
Znowu zobaczyłem kogoś, kogo nie spodziewałem się zobaczyć. Chociaż nie, w sumie to przecież tylko po to tam dziś polazłem... Misternie przygotowywany scenariusz znowu trafił szlag. Tylko dlaczego? Sam jeszcze nie wiem... Chociaż nie - powoli zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że chyba jednak nic z tego nie będzie. Szkoda. Znowu wydawało mi się, że będę w stanie podejść do kogoś (nie-do-końca-nieznajomego), normalnie zagadać jak człowiek i powiedzieć przez to: "Lubię cię". Na to już jednak za późno. Albo za wcześnie. Trudno. Na pewno będę dalej nad pracować nad tą kwestią.1 maja, godz. 00:34. Jednak spróbuję choć trochę się przespać. Nadzieja mimo wszystko umiera ostatnia. Potrzebuję jakiegoś sensownego 'closure'.
PS. (Przed)wczoraj, w jednym z lajfstajlowych magazynów przeczytałem, że faceci zakochują się kilka razy szybciej od kobiet. Trochę trudno było mi się do tego przyznać i zajęło mi to dużo czasu, ale chyba zawyżam te statystyki.
PS2. The 1975 - Soundtrack of my life


0 komentarze:
Prześlij komentarz