Popular Posts

 

+

 

Love & bolące plecy

Dość nieoczekiwanie mam czas dla niedawno założonego przeze mnie bloga. Muszę jednak przyznać, że wolałbym go nie mieć... Od prawie dwóch dni jestem przykuty do łóżka. Przykuty to może złe słowo, bo mimo wszystko poruszam się o własnych siłach, ale każda, najmniejsza nawet czynność sprawia mi ogromne problemy i ból. Dziś dowiedziałem się, że to zespół napięcia nerwowego. W sumie to chyba nic poważnego, na razie biorę mocne leki przeciwbólowe, a za kilka dni czeka mnie rehabilitacja. Tak to już jest - jednego dnia wszystko układa się po naszej myśli, udaje nam się pogodzić pracę, naukę i trening, waga zbliża się do magicznych -20kg, a następnego dnia wszystko obraca się o 180 stopni.

Mam nadzieję, że w miarę szybko się z tym wszystkim uporam i wrócę do bycia aktywnym.
Te kilka dni uświadomiły mi jednak to, czym tak naprawdę jest długotrwały, ostry fizyczny ból. Nie tak dawno narzekałem na bolącego zęba. Porównując tamte doświadczenia z tym, jak się czuję teraz, to boląca ósemka wydaje się igraszką i odległym wspomnieniem.
A teraz do sedna - nasze zdrowie jest najcenniejszą rzeczą w naszym życiu. Kolejny banał? Być może, ale od teraz będę na nie zwracać jeszcze większą uwagę. Koniec z niezdrową żywnością i niehigienicznym trybem życia. Ostatecznie przekonałem się też do kupienia biurowego krzesła z prawdziwego zdarzenia. Siedzenie przed komputerem po kilka, czasem kilkanaście godzin na starym zydlu, na pewno nie ma zbawiennego wpływu na moje plecy. Zatem od dziś, ergonomiczna pozycja przed komputerem ponad wszystko!

Pora na parę wyznań. Nie wiem, czy jest to spowodowane przez to, jak się aktualnie czuję pod względem fizycznym i przyjmowane lekarstwa, czy może przez to, że coraz mniej zależy mi na tym, co pomyślą sobie o mnie inni.
Tak, czy siak - niedługo będę miał 31 lat i jeszcze nigdy nie powiedziałem żadnej dziewczynie, że ją kocham. Przeżywałem oczywiście chwilowe zauroczenia, pewnie parę razy byłem kimś zafascynowany, ale do tej pory w nikim się nie zakochałem.
Dopiero teraz, gdy przeczytałem parę razy powyższy akapit, uświadomiłem sobie, że brzmi to dość przygnębiająco. Przeżyć całe życie i nigdy się nie zakochać... To trochę tak, jakby nie żyć w ogóle (Anthony Hopkins powiedział tak w filmie "Meet Joe Black"). Nie żebym stał już nad trumną i dokonywał podsumowań. Chodzi mi tylko o to, że znalezienie osoby, którą pokochasz "tak do końca", dla której będziesz w stanie zrobić wszystko oraz która będzie czuła do Ciebie to samo, jest trudne. Ale... Zamierzam mieć otwarte serce i umysł. Kto wie? Lightning could strike :)



PS. Pozdrowienia dla Igora BigPine, jedynego do tej pory stałego czytelnika i jednocześnie krytyka tego bloga :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz