wtorek, 21 maja 2013
17 V, 23:51
Napisałem kiedyś, że nadzieja umiera ostatnia. Moja wpadła dziś pod pociąg. Nauczyć się odpuszczać… Po raz kolejny spróbować nie czuć się rozczarowanym… Podobno tylko w najciemniejszej nocy najlepiej widać gwiazdy, które zaprowadzą nas z powrotem w bezpieczne miejsce. Próbowałem ich dziś szukać na Hucie, tylko na razie w ogóle ich nie zobaczyłem, a właśnie teraz czuję jak dosłownie i w przenośni, po raz pierwszy w życiu pęka mi serce. Fakt, że mam już prawie 31 lat i to, że brzmi to wszystko niedorzecznie - nie pomaga.
Nie wiem kiedy był dobry moment na to, żeby odpuścić ani po jaką cholerę wszystko to w ogóle piszę… W głowie mam teraz setki różnych myśli - ale jedna z nich wybija się ponad pozostałe - ze mną naprawdę jest coś nie tak, ale przynajmniej wiem w końcu, co mam zrobić, żeby to zmienić. Jutro jest komunia Maćka i będę musiał zmuszać się do tego, żeby wyglądać w miarę normalnie.
Pieprzyć to. Spróbuję się przespać i pomyśleć o lesie.
19 V, 08:18
Udawanie wczoraj nawet wyszło mi na dobre, bo przez krótką chwilę o wszystkim zapomniałem. W sobotę byłem w miejscu, w którym się po raz pierwszy się spotkaliśmy. Wczoraj także (choć naprawdę liczyłem, że tak się nie stanie). Zabawne, że z przedwczoraj pamiętam praktycznie każdy szczegół i naszą całą rozmowę, a z soboty zupełnie nic. Chciałbym żeby było na odwrót, ale widocznie tak ma być. Na razie nie chcę udawać czegoś, na co nie jestem gotowy i nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Zdarzało mi się wcześniej robić coś takiego już wiele razy, ale pora z tym skończyć.
Nie chcę udawać kogoś, kim tak naprawdę nie jestem.
20 V, 20:14
Ten poniedziałek był ostatnim dniem, który muszę uznać za zmarnowany. Najwyższa pora wrócić do rzeczywistości, ale ten wieczór zostawiam sobie na moje ostatnie wynurzenia. Obiecuję, że przez długi czas już o nich nie przeczytacie. Obok mnie stoi kubek herbaty, ostatni Kinder Country, a w głośnikach The 1975. Zaczynamy.
Nie wiem dlaczego nasza ostatnia rozmowa wpłynęła na mnie w taki sposób? Być może dlatego, że w ogóle się jej nie spodziewałem? Uważałem (teraz sam nie wiem dlaczego…), że nasza "konwaliowa rozmowa" będzie ostatnia. Nie wiem - być może chciałem w ten sposób zachować jakieś resztki nadziei… Moja nadzieja skończyła jednak swój żywot w piątek pod pędzącym pociągiem. Naprawdę tym razem liczyłem na to, że coś z tego będzie. Coś więcej. Bo widzicie, miałem tego tutaj nie pisać, ale pieprzyć to - żyje się tylko raz. Ja jeszcze nigdy nie byłem w poważnym związku. Właściwie to w żadnym związku. Tak, wiem - mam 31 lat i wygląda to fatalnie, ale dopóki nie spotkałem… kurde, muszę wymyślić dla Niej jakiś alias. Niech będzie Alicją; nie znam żadnej Alicji, to może zostać Alicją… Dopóki nie poznałem Alicji, to nie miałem poczucia, że coś tracę. Dopiero teraz wiem, jak bardzo się myliłem.
Faceci podobno nie lubią rozmawiać o swoich uczuciach, ale ja nie jestem zwyczajnym facetem. Od piątku jestem też facetem bez serca. Moje serce leży potrzaskane gdzieś w centrum na chodniku. Kiedyś się po nie wybiorę i postaram poskładać, ale jeszcze nie teraz.
Jeszcze nie teraz…
Epilog.
Wiem, że te trzy części brzmią chaotycznie. Postanowiłem jednak, że jak już coś napiszę, to nie będę tego zmieniać. Wiem też, że są one trochę depresyjne i mimo iż dalej czuję się jak zbity pies, to postaram się, żeby to moje, hmmm… prawie "pięciomiesięczne doświadczenie" miało jednak pozytywny efekt. Będzie trudno, ale się postaram. Nie mogę też rozstać się z Wami bez odrobiny muzyki. Te kilka piosenek The 1975 idealnie pasuje do tych pięciu minionych miesięcy z mojego życia.
Koniec jest całkiem optymistyczny. Wierzę, że taki właśnie będzie. Over & out.
Learn to let go of the past. Tryptyk.
Autor:
Unknown
17 V, 23:51
Napisałem kiedyś, że nadzieja umiera ostatnia. Moja wpadła dziś pod pociąg. Nauczyć się odpuszczać… Po raz kolejny spróbować nie czuć się rozczarowanym… Podobno tylko w najciemniejszej nocy najlepiej widać gwiazdy, które zaprowadzą nas z powrotem w bezpieczne miejsce. Próbowałem ich dziś szukać na Hucie, tylko na razie w ogóle ich nie zobaczyłem, a właśnie teraz czuję jak dosłownie i w przenośni, po raz pierwszy w życiu pęka mi serce. Fakt, że mam już prawie 31 lat i to, że brzmi to wszystko niedorzecznie - nie pomaga.
Nie wiem kiedy był dobry moment na to, żeby odpuścić ani po jaką cholerę wszystko to w ogóle piszę… W głowie mam teraz setki różnych myśli - ale jedna z nich wybija się ponad pozostałe - ze mną naprawdę jest coś nie tak, ale przynajmniej wiem w końcu, co mam zrobić, żeby to zmienić. Jutro jest komunia Maćka i będę musiał zmuszać się do tego, żeby wyglądać w miarę normalnie.
Pieprzyć to. Spróbuję się przespać i pomyśleć o lesie.
19 V, 08:18
Udawanie wczoraj nawet wyszło mi na dobre, bo przez krótką chwilę o wszystkim zapomniałem. W sobotę byłem w miejscu, w którym się po raz pierwszy się spotkaliśmy. Wczoraj także (choć naprawdę liczyłem, że tak się nie stanie). Zabawne, że z przedwczoraj pamiętam praktycznie każdy szczegół i naszą całą rozmowę, a z soboty zupełnie nic. Chciałbym żeby było na odwrót, ale widocznie tak ma być. Na razie nie chcę udawać czegoś, na co nie jestem gotowy i nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Zdarzało mi się wcześniej robić coś takiego już wiele razy, ale pora z tym skończyć.
Nie chcę udawać kogoś, kim tak naprawdę nie jestem.
20 V, 20:14
Ten poniedziałek był ostatnim dniem, który muszę uznać za zmarnowany. Najwyższa pora wrócić do rzeczywistości, ale ten wieczór zostawiam sobie na moje ostatnie wynurzenia. Obiecuję, że przez długi czas już o nich nie przeczytacie. Obok mnie stoi kubek herbaty, ostatni Kinder Country, a w głośnikach The 1975. Zaczynamy.
Nie wiem dlaczego nasza ostatnia rozmowa wpłynęła na mnie w taki sposób? Być może dlatego, że w ogóle się jej nie spodziewałem? Uważałem (teraz sam nie wiem dlaczego…), że nasza "konwaliowa rozmowa" będzie ostatnia. Nie wiem - być może chciałem w ten sposób zachować jakieś resztki nadziei… Moja nadzieja skończyła jednak swój żywot w piątek pod pędzącym pociągiem. Naprawdę tym razem liczyłem na to, że coś z tego będzie. Coś więcej. Bo widzicie, miałem tego tutaj nie pisać, ale pieprzyć to - żyje się tylko raz. Ja jeszcze nigdy nie byłem w poważnym związku. Właściwie to w żadnym związku. Tak, wiem - mam 31 lat i wygląda to fatalnie, ale dopóki nie spotkałem… kurde, muszę wymyślić dla Niej jakiś alias. Niech będzie Alicją; nie znam żadnej Alicji, to może zostać Alicją… Dopóki nie poznałem Alicji, to nie miałem poczucia, że coś tracę. Dopiero teraz wiem, jak bardzo się myliłem.
Faceci podobno nie lubią rozmawiać o swoich uczuciach, ale ja nie jestem zwyczajnym facetem. Od piątku jestem też facetem bez serca. Moje serce leży potrzaskane gdzieś w centrum na chodniku. Kiedyś się po nie wybiorę i postaram poskładać, ale jeszcze nie teraz.
Jeszcze nie teraz…
Epilog.
Wiem, że te trzy części brzmią chaotycznie. Postanowiłem jednak, że jak już coś napiszę, to nie będę tego zmieniać. Wiem też, że są one trochę depresyjne i mimo iż dalej czuję się jak zbity pies, to postaram się, żeby to moje, hmmm… prawie "pięciomiesięczne doświadczenie" miało jednak pozytywny efekt. Będzie trudno, ale się postaram. Nie mogę też rozstać się z Wami bez odrobiny muzyki. Te kilka piosenek The 1975 idealnie pasuje do tych pięciu minionych miesięcy z mojego życia.
Koniec jest całkiem optymistyczny. Wierzę, że taki właśnie będzie. Over & out.


0 komentarze:
Prześlij komentarz